czwartek, 27 sierpnia 2009

Arbuz

Patrzę z dezaprobatą na podłogę w pokoju, po której toczą się kłębki kociej sierści, przedmuchiwane z kąta w kąt przez przypadkowe zawirowania wpadającego przez okno wiatru. Przypominają mi kuliste krzaki, gonione wiatrem przez pustynię na krajobrazowych ujęciach rodem ze słynnych westernów, tylko że tamte są cennym elementem scenografii, a ja swoje powinienem raczej odkurzyć. Przez dłuższą chwilę mierzymy się wzrokiem z kotem, ale zmrużone od słońca, żółtozielone ślepia jasno dają do zrozumienia, gdzie mój kot aktualnie ma mnie oraz moją nadprogramową pracę. Macham ręką na odczepnego i sięgam po odkurzacz. Swoją drogą, biedne te koty... mam wrażenie, że bardzo często są przez niektórych traktowane jak test na opiekuńczość, sprawdzian zdatności do zrobienia dziecka. Jak most pomiędzy uporczywą bezdzietnością, a nadzieją na potencjalne zapłodnienie. Taki rozkoszny, jednoprzęsłowy most wygięty w łuk. Z tym było podobnie; mój wymarzony od wielu lat kot, kiedy wreszcie się zmaterializował, stał się punktem wokół którego krążyły dwuznaczne rozmowy. Niczym wokół przerębla, ostrożnie, półsłówkami, byle nie chlupnąć czegoś za bardzo wprost. Ba; nawet podczas ostatnich dyskusji między nami, które tylko nakręcały spiralę wzajemnych obwiniań i bezsilności, kot lądował na pierwszym planie. Bo przecież, choć uwielbiam ciszę i spokój, a on jest głośnym i absorbującym zwierzakiem - tak, tak, nasz kot jest MIŁY W TEN SPECYFICZNY SPOSÓB, ŻE WSZĘDZIE GO PEŁNO - to jednak tylko czasem rzucam kapciem, a zazwyczaj zajmuję się, opiekuję, bawię, zanoszę do weterynarza i nie zapominam przynieść z powrotem.

więc myślałam
wydawało mi się
miałam wrażenie
przypuszczałam


Że będziesz chociaż neutralny. Taki pomiędzy plusem, a minusem. Owszem, jestem neutralny. Jak rozładowana bateria. Patrzę na świat pustymi oczami, uśmiecham się i udaję neutralność na tyle, na ile wyskrobany do czysta arbuz może z pewnej odległości udawać bycie pełnym miąższu owocem. Obiecałem, że będę udawał choćby do przeprowadzki z domu Jej rodziców, którzy skrajnie rozszaleli się na punkcie wymarzonego wnuka. Im wkrótce przejdzie, lecz on zostanie. Już nie będą musieli pozdrawiać "włochatego wnusia". Już jest prawdziwy.

no zobacz jaki śliczny
popatrz jaki podobny
jaki spokojny
wszędzie musi być czyściutko
pachnąco
ciepluchno
mięciuchno

tylko chodź tak, żeby nie wnieść niczego
do celi


Dobrze nagłośnionej celi, pachnącej olejkami i pudrem - przynajmniej na razie. Celi, z której w dowolnym momencie dnia i nocy, snu i niesnu można zostać wyrwanym na obchód. W każdej chwili zgiąć kark. Dożywotnie. Doczyjegośkresużywotnie. Czasem dostaniesz przepustkę z więzienia na świat za dobre sprawowanie. Którejś nocy przebijały się przez atmosferę jakieś cholernie romantyczne kawałki skał o wyszukanej nazwie. Pojechałem wieczorem do przyjaciół, pod sobą mieliśmy materac i trawę, na sobie polary, w sobie trochę piwa, herbaty z cytryną, czy co kto tam chciał, nad sobą zaś wielki ekran panoramiczny. Wziuuu - jasna kreska rozcina granatowe tło - błysk, życzenie. I okrzyki: "Oooo! Leci, leci, tam leci!". Potem jeszcze jedna i następna. Nie miałem żadnych życzeń. Może, gdyby te kamyki dolatywały do poziomu gruntu, znalazłoby się jedno. Tylko, że... brakowało mi Jej tam; znowu brakowało. I tak przecież będzie przez całe miesiące i lata. Bo nie dostanie przepustki. Bo nie da się wyjść z domu wtedy, kiedy wyjść by się chciało. Owszem, można z nim, ale po co? Żeby nie być sobą ani ze sobą choćby przez minutę? By nie spuszczać z oka Pępka Świata, który będzie nieustannie absorbował uwagę wszystkiego dookoła? To ja dziękuję, poczekam, może w innym życiu się uda. Dziękuję też serdecznie za wszelkie wspólne, ach jakże radosne wyjazdy wakacyjne, będące antytezą spokoju i wypoczynku.

Kończę sprzątać i opadam na fotel niczym sflaczały, stuletni starzec. Przez chwilę obserwuję jak kot z wolna, na bardzo ostrożnych łapach wychodzi z ściśle tajnej kryjówki za kanapą, chroniącej go przed Straszliwym Odkurzaczem. Kiedyś mógł uciec do bezpiecznego, innego pokoju, lecz dziś ja i on jesteśmy skazani na siebie. Nasz most pomiędzy uporczywą bezdzietnością, a czyjąś spełnioną nadzieją i moim spełnionym piekłem. Kotom nie wolno teraz nigdzie chodzić, więc wspólnie wyjemy; ja po cichu, w sobie, on nie krępuje strun. Praca leci mi z rąk. Kiedyś często się śmiałem. Dziś wiem, że dla mnie już nic wartościowego się nie wydarzy. Nie ma po co istnieć; można czekać. Neutralnie, spokojnie, jak skorupa arbuza, która z czasem pomarszczy się i uschnie.

niedziela, 2 sierpnia 2009

Tchórz

Kiwam się na fotelu przed monitorami, rytmicznie, do przodu i do tyłu. Mam zamknięte oczy, a pod nimi feerię kąśliwych zdań zaczynających się od "powinienem był...". Skrzą się i migają, nie dając o sobie zapomnieć. Napisz, piotrusiu, sto przykazań "powinienem był..." na wczoraj - słyszę karcący głos pani nauczycielki. Nie otwierając oczu zaczynam nieporadnie stawiać pierwsze kulfony.

powinienem był zostać sam
powinienem był zrobić wazektomię
powinienem był nie ufać tym, którzy mówią "że się zmieni"
powinienem był...

"Piotrusiu"? To brzmi obco. Za cholerę nie kojarzę, żeby ktokolwiek w ciągu ostatnich paru dekad mówił do mnie "piotrusiu".

Przede mną rozwidlenie, z którego prowadzą tylko dwie drogi: "Tchórz" i "Jeszcze Gorszy Tchórz". Jeszcze Gorszy ma prościej, dlatego jest większym tchórzem. Wystarczy, że wybierze tę drogę, a potem... potem jest mu już wszystko jedno. Tych pierwszych, zwykłych tchórzy ci u nas dostatek. Wybierając ich ścieżkę, dołączyłbym do wielkiego grona cykorów, byłbym jednym z wielu, nieodróżnialnym od tych, którzy zostawili swoich partnerów

bo się znudziło
bo się znalazło
bo się zgubiło
bo się zmieniło

Do przodu i do tyłu, do przodu i do tyłu, kiw kiw... Prawda, że to piękny wybór życiowy dla kogoś, kto zawsze próbował grać uczciwie? Nie podstawiał nogi, starał się nie wybić nikomu piłką szyby, a jeśli już tak się stało - dzielnie szedł przeprosić i oddać tyle, by starczyło na dwie, choć sam mieszkał wśród okien naprędce połatanych taśmą klejącą. Chciałbyś pewne, żeby ktoś pogłaskał cię za to, piotrusiu, po główce? Do kogo te pretensje? Dobrze, już dobrze, pani nauczycielko. Do siebie, oczywiście. Nikt inny nie jest winien tego, co się dzieje. Powinienem był być twardy, bezwzględnie rzezać maczetą drogę dla siebie wśród dżungli głosów innych ludzi. Paradoksalnie, mniej narobiłbym krzywd, niż teraz. Dzięki swej uległości stałem się większym egoistą, niż byłbym wówczas, gdybym asertywnie i kategorycznie przestrzegał swoich zasad.

powinienem był do tego nie dopuścić
powinienem był nie budować niczego we dwoje
powinienem był...

Nie spisałeś się piotrusiu. Dlaczego nie zdążyłeś odrobić pracy domowej na wczoraj? Masz tutaj repetytorium. Chociaż nie, może zgubisz. Za karę będziesz miał je wytatuowane pod powiekami; na wszelki wypadek. Tatuaże rozciągają się wraz ze swą nosicielką skórą; starzeją i więdną. Nie na tyle jednak, byś nie mógł ich odczytać za pewien czas. Za jakikolwiek czas. Do końca. Och, oczywiście możesz próbować je wytrawić, lecz zostawisz blizny. Wszystko po to, być dobrze zapamiętał tę lekcję, piotrusiu. Ruchliwe stworki wciskają mi się pod powieki, zaczynają pracowicie nakłuwać i pisać. Szczypie.

Czasem wyobrażam sobie, że stoję naprzeciwko pergaminowej ściany rozpiętej na drewnianym stelażu; takiej jak w tradycyjnych japońskich domach. Jest dość ciemno, lecz zza ściany dobiega łagodne, mlecznożółte światło. Kiedy wysuwam dłoń, by dotknąć pergaminowej przegrody, ktoś inny zbliża do niej rękę po drugiej stronie; widzę ją jako nieostry, rozmyty kontur, który wychodzi naprzeciw moim palcom. Gdy cofam dłoń, on też ją cofa. Myślę wówczas, że ten drugi ktoś to także ja, równoległy... współistniejący - taki, który gdzieś po drodze dokonał innych wyborów. Może nawet słuchał się swoich wewnętrznych "powinienem". Jeśli zupełnie zwariuję, a być może stanie się to zanim jeszcze wybiorę którąś ze swych tchórzowskich dróg, zapewne znajdę sposób, by odwiedzić samego siebie po drugiej stronie papierowej ściany i zapytać, jak mi poszło w tym innym życiu. I czy było warto. Poproszę go, żeby pokazał, jaki tatuaż nosi pod powiekami. Kto wie, może będę wolał własny?

Kiw, kiw. Kiw, kiw. Mam iść do psychiatry. Podobno są jakieś proszki, dzięki którym można odnieść zwycięstwo nad samym sobą. Pokochać Wielkiego Brata.