Patrzę z dezaprobatą na podłogę w pokoju, po której toczą się kłębki kociej sierści, przedmuchiwane z kąta w kąt przez przypadkowe zawirowania wpadającego przez okno wiatru. Przypominają mi kuliste krzaki, gonione wiatrem przez pustynię na krajobrazowych ujęciach rodem ze słynnych westernów, tylko że tamte są cennym elementem scenografii, a ja swoje powinienem raczej odkurzyć. Przez dłuższą chwilę mierzymy się wzrokiem z kotem, ale zmrużone od słońca, żółtozielone ślepia jasno dają do zrozumienia, gdzie mój kot aktualnie ma mnie oraz moją nadprogramową pracę. Macham ręką na odczepnego i sięgam po odkurzacz. Swoją drogą, biedne te koty... mam wrażenie, że bardzo często są przez niektórych traktowane jak test na opiekuńczość, sprawdzian zdatności do zrobienia dziecka. Jak most pomiędzy uporczywą bezdzietnością, a nadzieją na potencjalne zapłodnienie. Taki rozkoszny, jednoprzęsłowy most wygięty w łuk. Z tym było podobnie; mój wymarzony od wielu lat kot, kiedy wreszcie się zmaterializował, stał się punktem wokół którego krążyły dwuznaczne rozmowy. Niczym wokół przerębla, ostrożnie, półsłówkami, byle nie chlupnąć czegoś za bardzo wprost. Ba; nawet podczas ostatnich dyskusji między nami, które tylko nakręcały spiralę wzajemnych obwiniań i bezsilności, kot lądował na pierwszym planie. Bo przecież, choć uwielbiam ciszę i spokój, a on jest głośnym i absorbującym zwierzakiem - tak, tak, nasz kot jest MIŁY W TEN SPECYFICZNY SPOSÓB, ŻE WSZĘDZIE GO PEŁNO - to jednak tylko czasem rzucam kapciem, a zazwyczaj zajmuję się, opiekuję, bawię, zanoszę do weterynarza i nie zapominam przynieść z powrotem.
więc myślałam
wydawało mi się
miałam wrażenie
przypuszczałam
Że będziesz chociaż neutralny. Taki pomiędzy plusem, a minusem. Owszem, jestem neutralny. Jak rozładowana bateria. Patrzę na świat pustymi oczami, uśmiecham się i udaję neutralność na tyle, na ile wyskrobany do czysta arbuz może z pewnej odległości udawać bycie pełnym miąższu owocem. Obiecałem, że będę udawał choćby do przeprowadzki z domu Jej rodziców, którzy skrajnie rozszaleli się na punkcie wymarzonego wnuka. Im wkrótce przejdzie, lecz on zostanie. Już nie będą musieli pozdrawiać "włochatego wnusia". Już jest prawdziwy.
no zobacz jaki śliczny
popatrz jaki podobny
jaki spokojny
wszędzie musi być czyściutko
pachnąco
ciepluchno
mięciuchno
tylko chodź tak, żeby nie wnieść niczego
do celi
Dobrze nagłośnionej celi, pachnącej olejkami i pudrem - przynajmniej na razie. Celi, z której w dowolnym momencie dnia i nocy, snu i niesnu można zostać wyrwanym na obchód. W każdej chwili zgiąć kark. Dożywotnie. Doczyjegośkresużywotnie. Czasem dostaniesz przepustkę z więzienia na świat za dobre sprawowanie. Którejś nocy przebijały się przez atmosferę jakieś cholernie romantyczne kawałki skał o wyszukanej nazwie. Pojechałem wieczorem do przyjaciół, pod sobą mieliśmy materac i trawę, na sobie polary, w sobie trochę piwa, herbaty z cytryną, czy co kto tam chciał, nad sobą zaś wielki ekran panoramiczny. Wziuuu - jasna kreska rozcina granatowe tło - błysk, życzenie. I okrzyki: "Oooo! Leci, leci, tam leci!". Potem jeszcze jedna i następna. Nie miałem żadnych życzeń. Może, gdyby te kamyki dolatywały do poziomu gruntu, znalazłoby się jedno. Tylko, że... brakowało mi Jej tam; znowu brakowało. I tak przecież będzie przez całe miesiące i lata. Bo nie dostanie przepustki. Bo nie da się wyjść z domu wtedy, kiedy wyjść by się chciało. Owszem, można z nim, ale po co? Żeby nie być sobą ani ze sobą choćby przez minutę? By nie spuszczać z oka Pępka Świata, który będzie nieustannie absorbował uwagę wszystkiego dookoła? To ja dziękuję, poczekam, może w innym życiu się uda. Dziękuję też serdecznie za wszelkie wspólne, ach jakże radosne wyjazdy wakacyjne, będące antytezą spokoju i wypoczynku.
Kończę sprzątać i opadam na fotel niczym sflaczały, stuletni starzec. Przez chwilę obserwuję jak kot z wolna, na bardzo ostrożnych łapach wychodzi z ściśle tajnej kryjówki za kanapą, chroniącej go przed Straszliwym Odkurzaczem. Kiedyś mógł uciec do bezpiecznego, innego pokoju, lecz dziś ja i on jesteśmy skazani na siebie. Nasz most pomiędzy uporczywą bezdzietnością, a czyjąś spełnioną nadzieją i moim spełnionym piekłem. Kotom nie wolno teraz nigdzie chodzić, więc wspólnie wyjemy; ja po cichu, w sobie, on nie krępuje strun. Praca leci mi z rąk. Kiedyś często się śmiałem. Dziś wiem, że dla mnie już nic wartościowego się nie wydarzy. Nie ma po co istnieć; można czekać. Neutralnie, spokojnie, jak skorupa arbuza, która z czasem pomarszczy się i uschnie.