sobota, 20 grudnia 2008

Przedwczoraj

Dowiedziałem się przedwczoraj.

Od tej chwili szczelnie, metodycznie spowija mnie dziwna, coraz grubsza folia. Jakimś cudem udaje mi się przez nią oddychać i jeść, ale barwy, zapachy i smaki docierają z opóźnieniem. Staram się systematycznie pracować, ale zdania sączą się z klawiatury powoli; bardzo powoli. Cieszę się, że zajmuję się tą robotą już od lat; dobrze wiem, do których szufladek sięgnąć po właściwe słowa, mogę pisać niemal na ślepo. Tylko czasami zapadam w pustkę, w katatoniczną nieobecność, jak gdyby ktoś wyjął mi baterie i zostawił na zasilaniu awaryjnym. Przyłapuję się na tym, że przez długi czas wbijam nieobecne spojrzenie w fosforyzujący niebieskim światłem włącznik monitora. Zatapiam się wówczas w bezruchu pełnym nieokreślonego oczekiwania, jak gdybym spodziewał się, że ten nieczuły kawałek tworzywa udzieli mi odpowiedzi na pytanie "co teraz będzie?". Gdy udaje mi się odkleić od niego wzrok, nie mam pojęcia, jak długo mnie nie było; chyba o czymś myślałem, ale o czym?

Mam wrażenie, że gdzieś na przedmieściach zmęczonej materii mojego mózgu dopalają się resztki dzisiejszego snu. Śnił mi się nasz kot, w którego wbita była gruba, ułamana deska. Poruszała się pod skórą; kot krwawił, broczył, ale jak gdyby nigdy nic dokładnie mył się, lizał łapkę i patrzył na mnie dziwnie spokojnym wzrokiem, podczas gdy ja szalałem, próbując wyciągnąć z niego nieoheblowany kawał martwego drzewa. W spanikowane dłonie wbijały mi się drzazgi, zacząłem krzyczeć... Wreszcie się obudziłem. Wydaje mi się, że rzeczywiście krzyczałem. A może nie? Przecież Ona śpi. Odruchowo spojrzałem na ręce: brak śladów po drzazgach chyba mnie ucieszył; lecz dopiero widok kota patrzącego na mnie rozespanym, pełnym zażenowanego niedowierzania spojrzeniem z gatunku "zupełnie ci odbiło?" sprawił, że uśmiechnąłem się do własnych myśli: zachowuję się jak jakiś piętnastolatek z modnego ostatnio gatunku na trzy litery, pomyślałem. Na krótką chwilę mdła groza ustąpiła miejsca pewności siebie. Bardzo krótką. Zanim udało mi się ponownie zasnąć, byłem szczelnie owinięty w foliowy kokon.